Michał Wojtkiewicz

Michał Wojtkiewicz

Prawdziwym wrogiem drapieżnego kapitalizmu,
a zarazem największym sprzymierzeńcem
człowieczeństwa, jest samowykształcona jednostka,
która jest oczytana, błyskotliwa, cierpliwa i ma oczy
szeroko otwarte.

 

Męczennicy i oprawcy

1 marca po raz piąty obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” – święto państwowe poświęcone żołnierzom antykomunistycznego podziemia. W wielu kościołach w czasie liturgii modlono się za poległych. Także w Tuchowie w parafii pw. św. Jakuba piękne słowa wygłosił proboszcz ks. Alfons Górowski, który wspomniał o oprawcy Danuty Siedzikówny ps. „Inka” (1928–1946) i uzmysłowił nam, w jak zakłamanym państwie żyjemy.

Mordercą sądowym „Inki” był prokurator Wacław Krzyżanowski, który zmarł w ubiegłym roku. Jego pogrzeb odbył się z honorami wojskowymi i orderami na poduszkach. W państwie polskim, na którego czele stoi Bronisław Komorowski, oprawców żegna się niczym narodowych bohaterów. W jakim państwie żyjemy?

Danuta Siedzikówna ps. „Inka” urodziła się 3 września 1928 roku w Guszczewinie. Była sanitariuszką 4. szwadronu odtworzonej na Białostocczyźnie 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. W wieku 17 lat została skazana na śmierć przez komunistyczny sąd. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 roku w Gdańsku.

W 1991 roku Sąd Wojewódzki w Gdańsku uznał, że działalność „Inki” jej towarzyszy z 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej zmierzała do odzyskania niepodległego bytu państwa polskiego. Dzisiaj Danuta Siedzikówna ps. „Inka” jest symbolem wszystkich Żołnierzy Wyklętych.

„Niech żyje Polska! Niech żyje Łupaszko!” – to ostatnie słowa Danuty Siedzikówny według relacji przymusowego świadka egzekucji.

W ostatnim grypsie „Inka” napisała: „Jak mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba.”